Irlandia i Madera autostopem (2025)

W 2025 roku uraczyłem się miesięczną eksploracją Irlandii, Irlandii Północnej oraz Madery. Trzymałem się sprawdzonej konwencji przemieszczania się głównie autostopem między interesującymi mnie lokacjami, które starałem się poznać jak najlepiej spędzając w nich odpowiednio dużo czasu, najczęściej na trekkingach. Moja trasa nie stanowiła tym razem części jakiegoś większego wyzwania autostopowego, w związku z tym nie pogardziłem kilkakrotnie autobusem czy nawet raz pociągiem śpiesząc się na półfinał Ligi Mistrzów w Cobh (w pubie).

Irlandia i Madera. Poglądowe Garminowe mapy odwiedzonych miejsc. Brak ciągłości na mapach wynika z okresowego braku sygnału GPS w moim lokalizatorze podczas przebywania w samochodzie. Kreski łączą kolejne punkty lokalizacyjne, które były bardzo rzadko zbierane i zapisywane, w wyniku niedoborów prądu. Mapy w różnych skalach.

Ramowy plan wpisu

1. Poniżej generalne wyjaśnienie map i tras, w tym kilka liczb.
2. Ciekawostki oraz spostrzeżenia na tematy wszelakie dotyczące danej wyspy.
3. Lista najciekawszych miejsc, które odwiedziłem w porządku chronologicznym. Każde miejsce otrzymało moją subiektywną ocenę (realtywną dla danej wyspy, nie porównuję widoków z małej górki do tych z okolic Mont Blanc), często również komentarz oraz wskazówki jak zwiedzać. Tym razem bez relacji dzień po dniu.

Spis treści pokaż

Ogólny zarys tras

Irlandia – wyprawę rozpocząłem i zakończyłem na lotnisku w Dublinie okrążając wyspę w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara.

Madera – wyprawę zacząłem i skończyłem na lotnisku zwanym przez linie lotnicze Funchal, które oczywiście w Funchal się nie znajduje, lecz w Santa Cruz, więc uważajcie. Skierowałem się stamtąd na środek wyspy w góry, potem na północ na Lewadę Caldeirão Verde, dalej na północne wybrzeże i nim do lasu Fanal. Następnie wróciłem wybrzeżem na trekking wzdłuż wybrzeża (Vereda do Lavano) oraz na Półwyspie Wawrzyńca.

Liczby:

Czas: 31 dni (Irlandia – 25 dni, Madera – 6dni)
Dystans autostopem: ok. 2200 km (Irlandia – 2015 km, Madera – 205 km)

Ciekawostki i spostrzeżenia

Irlandia i Irlandia Północna

Autostop

Autostop w Irlandiach jest absolutnie fe-no-me-nal-ny! A przynajmniej jego ludzka część. Irlandczycy niesamowicie chętnie i szybko się dla ciebie zatrzymują, będąc przy okazji całkiem pozytywni. Irlandia detronizuje zatem Kanadę na pozycji lidera w kategorii subiektywnego najkrótszego czasu oczekiwania na stopa. W pewnym momencie doszło do sytuacji, iż czekając ok. 15-20 min zaczynałem odczuwać zniecierpliwienie i analizować ponownie wybór miejsca oraz moją aktualną prezencję. Za istotny minus należy uznać niewielki średni dystans odcinka pokonywanego pojedynczym stopem. Wynika on głównie z topografii samej wyspy oraz listy miejsc, która wymuszała skomplikowaną trasę pełną zmian dróg i kierunków. Nie tworzyło to optymalnych warunków dla powstania i utrzymania głębokiej, swobodnie długiej rozmowy, jak to miało miejsce podczas moich wojaży po Kanadzie i USA. Mimo wszystko kilkakrotnie się udało. Poza tym zadarzyło się parę ciekawych interakcji jak wspólne zwiedzanie, kawka, szamka, zaproszenie z ulicy na wspólne śniadanie z losową rodziną czy spędzenie pierwszego dnia świąt Wielkanocnych połączonego z wycieczkami z kolejną przypadkową rodziną poznaną na stopie.

Warto wspomnieć również o wszechobecnych wysokich wałach z ziemi lub żywopłotach umiejscowionych tuż na krawędzi jezdni. Szczególnie na wąskich, często występujących drogach tworzy to sytuację wymagającą pełnej koncentracji od idącego pieszego i tuż przed wieloma zakrętami wymusza znalezienie się na zewnętrznej stronie zakrętu, tak aby być widocznym dla kierowców. Gdyby poruszać się po wewnętrznej, kierowca ma szansę zauważyć Cię dopiero raptem parę metrów przed Tobą, a wtedy jeśli porusza się dość szybko, możesz sobie lub jemu rezerwować już miejsce na OIOM-ie albo cmentarzu.

Na koniec kwestia policji. Raz podczas łapania na autostradzie jakieś kilkaset metrów za wjazdem, policja podjechała do mnie, wytłumaczyła że jest to zabronione i zabrała mnie na wstecznym do samego początku wjazdu w bardzo miłej atmosferze. Wniosek jak zawsze ten sam: można łapać stopa wszędzie, gdzie to ma sens i jest w Waszej ocenie bezpieczne (np. szerokie pobocze na autostradzie), a jeśli akurat będzie przejeżdżać policja i zachce im się zareagować, to i tak nie dostaniecie mandatu. No chyba, że nie posłuchacie i wrócicie potem na to samo miejsce – tego nie robiłem i nie sądzę, aby było rozsądne.

Noclegi

Rozkładanie namiotu gdziekolwiek za darmo jest w Irlandiach naprawdę bardzo trudne z kilku następujących powodów.

1. Ogrodzenia i płoty są kurde faja wszędzie! Ogrodzone są nawet moje ulubione lokalne obiekty sportowe, obszary leśne oraz najpopularniejsze części klifów. Głównie z powodu wszechobecnych owiec, ale zapewne i w wyniku miłości międzysąsiedzkiej oraz dawnych problemów z Travellerami o czym w punkcie 3.

2. Losowych obszarów trawiastych jest bardzo mało. Gdy już nawet uda się takowy namierzyć, jest daleki od ideału kameralnego, osłoniętego z kilku stron miejsca, między innymi z powodu ogólnie małej ilości drzew.

3. Problemy z Travellerami. Irish Travellers – to oddzielna grupa etniczna, prawdopodobnie oddzieliła się od osiadłych Irlandczyków na początku XVII wieku (nie mylić z Cyganami). Travellerzy historycznie przemieszczali się, pracowali sezonowo, handlowali, zajmowali się rzemiosłem, końmi, naprawami itd. Z oczywistych powodów z czasem ten styl życia stawał się coraz trudniejszy. Ostatecznie prowadziło to do sytuacji, w której potrafili rozbijać swoje obozowiska na ziemi publicznej, miejskiej czy prywatnej tworząc niezliczone problemy m.in. ze śmieciami i zanieczyszczeniem terenu, hałasem, nielegalnymi aktywnościami etc. Przed 2002 rokiem, jeśli obozujący nie popełniali innych jawnych wykroczeń, właściciel ziemi chcąc ich przepędzić musiał zgłaszać sprawę do sądu, gdyż policja nie miała możliwości usunięcia Travellerów siłą.

W związku z powyższymi punktami musiałem wspiąć się na wyżyny moich umiejętności znajdowania miejsc noclegowych, relatywnie ukrytych i nieobchodzących nikogo. Mimo dokładania najwyższych starań, aby nikogo nie niepokoić i nie rzucać się w oczy, dwukrotnie zawitała do mojego namiotu policja raz nawet około północy. Za każdym razem, gdy wytłumaczyłem im moją sytuację i wyjaśniłem, że zaraz lub wcześnie rano zniknę stamtąd, spokojnie oddalali się w zasadzie przepraszając, że niepokoili tłumacząc interwencję czyimś zgłoszeniem.

Oczywiście najlepszym miejscem do rozbijania namiotów pozostaje teren parków narodowych (nielegalnie oczywiście), po zmroku, w solidnej odległości od punktów startowych/noclegowych i zwinięcie się wcześnie rano, coby nie psuć innym widoków. Nie tak, jak w dolinie Glendalough jakaś parka południowców rozbita tuż przy głównej ścieżce w miejscu widokowym o 8 rano, dalej śmigała w gatkach, nie myśląc o zbieraniu obozowiska. Tak się nie robi. Jeśli nie dasz rady wstać rano, rozbij się chociaż tam, gdzie i tak nikt nie chce patrzeć.

Zwiedzanie klifów

W mojej ocenie najlepszym sposobem zwiedzania najbardziej spektakularnych klifów jest poświęcenie im trochę czasu, jak każdej ważnej w życiu rzeczy. Mam wrażenie, że przyjechanie w wyznaczone turystyczne miejsce, zrobienie paru fotek i pojechanie dalej, marnuje potencjał przeżyć jakich te klify mogą dostarczyć, jeśli osoba naprawdę lubi naturę. Lepiej zebrać trochę informacji, przeanalizować mapę i wyznaczyć sobie trasę trekkingową zaczynającą się daleko po jednej stronie zaznaczonych „najlepszych” punktów widokowych, a kończącą się po przeciwnej stronie. Takie podejście umożliwia obejrzenie z różnych perspektyw niezliczonej ilości ścian skalnych, miniaturowych wysepek, fal rozbijających się o czoła skalne lub o siebie nawzajem, odczucie prawdziwej siły natury przy trudnej pogodzie, objawiającej się w porywistych wiatrach lub deszczach. Po to chyba przybywamy na klify, czy mylę się? Jeśli chcemy relaksiku rozłóżmy leżak na balkonie albo działce.

Uchodźcy zamiast turystów

Pod koniec 2023 roku średnio 1 na 8 łóżek w Irlandii, a w niektórych hrabstwach nawet 1 na 4 zajęte było przez uchodźców, głównie z Ukrainy. Wynikało to z rządowej reakcji na wojnę w Ukrainie, polegającej na podpisaniu długotrwałych kontraktów z hotelami, w których umieszczano potrzebujących. Działanie chwalebne, lecz jak się okazało wywołujące poważne konsekwencje dla wielu lokalnych biznesów opierających się na turystyce, o czym kilkukrotnie wspominano mi podczas stopa. Każde łóżko zajęte przez uchodźcę to brak dostępnego łóżka dla turysty, a więc w przybliżeniu proporcjonalny spadek liczby turystów. Sytuacja w 2025 roku nie była już tak dramatyczna, lecz jak słyszałem, wciąż daleka od oczekiwanej. Nie mnie oceniać decyzję rządu, natomiast warto pamiętać, że dzisiejszy świat to układ tysięcy naczyń ściśle połączonych, a decyzje podejmowane w obszarze jednego z „naczyń” mogą szybko wpłynąć na stan innych, dlatego warto rozważyć szereg możliwych implikacji każdej decyzji, a szczególnie takiej, której waga jest dość spora.

Przygnębiający Belfast

Równie przygnębiającego miasta co Belfast nie miałem nieszczęścia podczas moich wcześniejszych podróży odwiedzić. Choć dla uczciwości trzeba nadmienić, iż nie gustuję w eksploracji miast, stąd moje dość ubogie doświadczenia w tej materii. Gwoli dalszego wyjaśnienia, tak naprawdę przeszedłem jedynie z centrum, do Murów Pokoju (Peace Lines) i dalej losowymi uliczkami na zachód oraz północny zachód w kierunku wzgórz na obrzeżach miasta. Jednak to co ujrzałem, wywarło na mnie silnie przygnębiające wrażenie. Mimo wszechobecnych drogich samochodów, dzielnice kopiuj-wklej składające się z długich rzędów brązowych bliźniaków, z ogrodzeniami przypominającymi obozy pracy, wyglądały niesamowicie ponuro. Dodając do tego różnorakie wariacje płotów, murów z dodatkami a la drut kolczasty; bramy zamykane o określonej godzinie; widoczne wszędzie polityczne i historyczne murale, graffiti, plakaty, wlepki, tablice upamiętniające, otrzymywało się efekt miasta, którego rany powstałe w niedalekiej przeszłości, może nie są wciąż otwarte, ale na pewno nie w pełni zabliźnione. Ten historyczny ciężar przytłaczał mnie jak nigdzie indziej i tworzył uczucie niepokoju. W pewnych rejonach miałem wrażenie, jakby naprawdę niewiele zmieniło się poza samochodami. Piątka dzieciaków grała w piłkę na wąskiej ulicy, regularnie uderzając lekko w samochody, a kilka przecznic dalej, samotny chłopak kopał piłkę w ścianę, w małej wnęce między domami. Zupełnie jak na starych brytyjskich czy irlandzkich filmach.

Co takiego działo się w Belfaście, zapytacie może, jeśli nie interesowaliście się losami Irlandii Północnej? Ostatnimi wydarzeniami, które odcisnęły tak silne piętno na Belfaście i jego mieszkańcach były The Troubles trwające od końca lat 60′ do porozumienia wielkopiątkowego w 1998 r. Nazywa się je asymetryczną wojną lub konfliktem o niskiej intensywności, w którym udział brały m.in. grupy paramilitarne jak Provisional Irish Republican Army (IRA), Ulster Volunteer Force (UVF) oraz Brytyjska armia i policja Royal Ulster Constabulary (RUC). Stronami byli nacjonaliści/republikanie (IRA), głównie katolicy walczący o zjednoczenie Irlandii Północnej z Irlandią oraz unioniści/lojaliści (UVF, RUC), głównie protestanci pragnący, aby Irlandia Północna pozostała w obrębie Wielkiej Brytanii. Mimo wyraźnego podziału religijnego, nie był to nigdy konflikt religijny. Nacjonaliści skarżyli się na dyskryminację w mieszkalnictwie, pracy, głosowaniu i reprezentacji politycznej, unioniści bali się utraty kontroli i pozycji oraz prześladowań odwetowych. W praktyce oznaczało to zamieszki, zamachy bombowe, strzelaniny, zastraszanie, segregację dzielnic i ogromną nieufność. Mury pokoju budowano jako „tymczasowe” bariery bezpieczeństwa po zamieszkach od 1969 roku, ale wiele z nich przetrwało długo po podpisaniu porozumienia.

Fauna i flora

Gdybym Was zapytał o klasyczny Irlandzki krajobraz, zapewne odpowiedzielibyście: rozległe, równe zielone pola zakrapiane gdzieniegdzie owcami, poprzedzielane ogrodzeniami lub żywopłotami. Nie trzymając Was w napięciu, tak to dokładnie wygląda. No i bardzo dobrze, powiecie! Ale tak jest niemal wszędzie, czy to też dobrze? Też dobrze! No właśnie, nie za dobrze 🙂 Upierałbym się, że jeśli zamierzacie spędzić na wyspie kilka tygodni, to po kilkunastu dniach możecie już zacząć odczuwać zmęczenie tym wysoce relaksującym, lecz bardzo powtarzalnym, niezróżnicowanym krajobrazem, z małą ilością drzew, nie wspominając o zagajnikach czy lasach. I mimo odwiedzenia wielu fascynujących miejsc, dalej odczuwałem braki różnorodności, co było jedną z przyczyn, nieplanowanego wcześniej znalezienia się na Maderze dzięki tanim lotom z Dublina.

Poznanie kultury, historii i aktualnych problemów kraju przed podróżą

Przed większą wyprawą każdy posiada zapewne swój własny niepowtarzalny sposób przygotowywania się. Zależy on siłą rzeczy od stylu podróżowania. Chciałbym zaproponować dodanie kilku następujących etapów do listy działań dokonywanych przed wyprawą, szczególnie jeśli masz zamiar odbyć ją w podobnej konwencji do mojej. Spróbuj przeczytać nieco o historii i aktualnych problemach danego kraju, obejrzyj kilka filmów, których akcja toczy się w danym kraju, a może i ustal najbardziej znane osobistości owego kraju (np. z kultury, sportu, podróży, polityki). Dzięki temu masz szanse na lepszą immersję z otaczającą rzeczywistością, lepsze zrozumienie specyfiki danego kraju, ciekawszą rozmowę z lokalsami. Na miejscowych robi niesamowite wrażenie, gdy zauważą, że masz nieco wiedzy o ich państwie. Dzięki temu, gdy na stopie trafiłem na historyka, mogłem dowiedzieć się z pierwszej ręki jak w społeczeństwie postrzegany jest Michael Collins. Otóż, większość zdecydowanie ocenia go jako bohater walki o niepodległość, a nie jako nieudolnego negocjatora, akceptującego kompromis nie zapewniający możliwości zjednoczenia Irlandii, o co też można byłoby go posądzić. Mogłem zrozumieć, dlaczego Belfast czy Derry, gdzie miała miejsce Bloody Sunday (1972 r.), sprawiają tak koszmarne wrażenie. Udało mi się również odwiedzić miejsca, gdzie kręcono Grę o Tron, Gwiezdne Wojny i Harry’ego Pottera. Podsumowując, im lepiej się do wyprawy przygotujesz, tym więcej możliwości życie podczas niej będzie mogło Ci zaoferować.

Świadome sny

Świadome sny, jak sama nazwa wskazuje to sny, podczas których śniący zdaje sobie sprawę ze znajdowania się we śnie. Jakoś przypadkiem na taki temat zeszła rozmowa na stopie i dowiedziałem się, od dziewczyny, która to praktykowała, że patrzenie na dłonie jest jednym z nawyków, które implementujesz w życiu, dzięki temu masz szansę dokonać ich również podczas snu i zorientować się, że śnisz. Okazuje się bowiem, że mózg ma problem z poprawnym odwzorowaniem dłoni podczas snu, zupełnie jak AI, przypadek? Dłonie często są rozmyte, zniekształcone albo ze złą ilością palców. Taka ciekawostka od czapy.

Madera

Kozackie lądowanie

Jeśli masz wybór przylatuj na Maderę po zmroku, wybierając w samolocie miejsce przy oknie po prawej stronie. Otworzy to przed Tobą możliwość przeżycia w pierwszym rzędzie całkiem niebanalnego lądowania. W mojej nieprofesjonalnej opinii, rzadko zdarza się, aby podczas zniżania się do lądowania móc oglądać tak pięknie pokrytą światłami ludzkiego pochodzenia górzystą wyspę, a następnie schodząc już bardzo nisko do samego lądowania widzieć lotnisko… przesuwające się delikatnie niżej za oknami obok samolotu. Tworzy to pewnego rodzaju dysonans poznawczy i wrażenie, że coś poszło nie tak i czy aby leci z nami pilot. Ma się odczucie, że samolot znajduje się na tyle nisko nad wodą, że jeśli wykonany zostanie jedyny rozsądny manewr jaki jeszcze wchodzi w grę, czyli skręt w stronę lotniska, skrzydło niechybnie zahaczy o wodę, powodując efekt równie spektakularny co ostateczny. Możecie się domyślić, iż finalnie skrzydło jednak nie zaryło w wodę. Samolot wykonał ciasną 180-tkę i błyskawicznie po niej przyziemił na pasie lotniska.

Powstaje jednak pytanie czy tego rodzaju lądowanie to standard na tym lotnisku, czy też przytrafiło mi się coś niespotykanego? Rozmawiałem o tym z moją kumpelą stewardessą, która również podpytała pilotów i wydaje się…, że nie wiadomo. Na flighradar24 zwyczajowa ścieżka wydaje się podobna, ale znacznie obszerniejsza. Niestety wiele dni później na darmowym koncie, nie byłem w stanie cofnąć się do dnia mojego lotu i sprawdzić jego ścieżkę. Co faktycznie miało miejsce pozostanie chyba tajemnicą. Ja wciąż upieram się, że pilot przejął ster stwierdzając, że „nie będziemy lecieli jeszcze w opór daleko, żeby nawrócić, skręcam i ląduje najszybciej jak można, bo już późno, jesteśmy spóźnieni, a ja spieszę się do koleżanki w Funchal” 😉

Autostop

Do zrobienia, lecz trudniejszy niż w Irlandii. Zatrzymują się głównie turyści. Wynika to zapewne z przeważającej ich liczby na drogach oraz może z lekkiego zmęczenia mieszkańców turystami. Trzeba dodać, że duża część mieszkańców, która nie korzysta w żaden sposób z turystyki, żyje sobie raczej skromnie, na tyle na ile mogę to stwierdzić obserwując gospodarstwa, domy i samochody. Ale czy to znaczy, że żyje im się źle? Daleki byłbym od wysnuwania takich hipotez, szczególnie biorąc pod uwagę idealny wręcz, ciepły łagodny klimat.

Najciekawsze odwiedzone miejsca (chronologicznie)

Tullymore Forest Park i Mourne Mountains – 6

Bardzo przyjemny lasopark, idealny do chilloutowych spacerów. Szczególnie interesująca, przynajmniej dla mnie była możliwość znalezienia się w lokacjach, w których nakręcono kilka scen do pierwszego odcinka Gry o Tron. Nieopodal tego niewielkiego mostka na zdjęciu czwartym Starkowie odnaleźli małe Wilkory. Natomiast w tej przyjemnej niecce na trzecim zdjęciu miała miejsce scena, w której zwiadowcy Nocnej Straży trafiają na rozczłonkowane ciała dzikich ułożone w dziwny rytualny wzór w lesie za Murem. Chwilę później pojawia się White Walker.

Po relaksie w Tullymore polecam wybrać się pieszo kawałeczek na zachód, a potem już prosto na lekką tyrkę w niedalekie góry Mourne. Mimo, że nie są to może Himalaje – najwyższy ich szczyt jak i Irlandii Północnej Slieve Donard ma ok. 850 m n.p.m., to trawiasto kamieniste podejścia są zaskakująco strome, szczególnie, gdy zaryzykuje się czasem skrócik poza szlakiem 😉 Niestety pogoda mi nie dopisała i musiałem realizować sprawną ewakuację do Newcastle.

Belfast – ?

Polecam znalezienie się o świcie/zachodzie na Cave Hill. Zacna panorama miasta i zatoki. Można na luzie rozbić namiot na szczycie, warto jednak sprawdzić prognozę pogody, gdyż potrafi tam solidnie przywiać i popadać. Ja przykładowo musiałem trzymać ścianę namiotu od środka przez godzinę w trakcie nocy, w związku z nieprzewidzianą zmianą kierunku wiatru podczas ulewy.

Dark Hedges – 4

Miejsce, gdzie nakręcono sceny S02E01 Gry o Tron, w których Arya Stark ucieka Królewskim Traktem z Królewskiej przystani w przebraniu chłopca.

Generalnie takie sobie. Może w innej porze roku, dnia czy przy innej pogodzie można uzyskać korzystniejszy efekt.

Wiszący most Carrick-a-Rede – 5

Taki sobie mostek i to jeszcze za jakieś 15 funtów, pff. Poszedłem tylko dlatego, że na stopie wcisnęli mi siłą 20 funtów na niego, gdy stwierdziłem, że nie zwykłem płacić za przeciętne atrakcje xD  Za to w okolicy widziałem delfiny, więc warto było.

Ballintoy Harbour i trekking do Giant’s Causeway – 7

Przyjemna przystań, zatoczka, mikro wysepki i rozbijające się o nie fale. W tym miejscu powstały sceny powrotu Theona Greyjoya na Żelazne Wyspy i spotkania swojej siostry Yary. Aczkolwiek moja ocena dotyczy całego spaceru od drogi do Ballintoy Harbour, później na zmianę wybrzeżem/drogą do klifów i dalej do Giant’s Causeway

Giant’s Causeway i spacer wzdłuż Bushmills Railway – 7

Giant’s Causeway czyli Grobla Olbrzyma (wikipedia) jest na pewno unikalną formacją skalną z zabawną legendą, lecz w związku z kilkoma poważnymi „ale” oceniłem ją tylko na 7, co i tak jest oceną zawyżoną przez dołączony do pakietu spacer wzdłuż Bushmills Railway, urokliwych wydm i obok malowniczej posiadłości na klifach. Wracając do wspomnianych „ale”, są nimi przede wszystkim koszmarna ilość turystów, przez których nie można kontemplować unikalnej natury tej struktury i nacieszyć się nią w spokoju. Drugim najważniejszym „ale” są jacyś „strażnicy tej atrakcji”, którzy ciągle tylko wkurwiają ludzi, mówiąc im, co mogą, a czego nie mogą robić. Ja pierdolę, jeśli ludzie są na tyle głupi, że nie domyślają się, że mokry kamień jest śliski, albo że ze stromej ściany można spaść, niech sobie rozpierdalają swoje durne łby niepotrzebne w społeczeństwie. W przeciwnym wypadku tworzymy premiowanie bycia imbecylem, ponieważ nie pociąga to za sobą żadnych konsekwencji. Zawsze znajdzie się osoba czy prawo, które skieruje Cię na właściwą ścieżkę, a Ty jesteś zwolniony z myślenia. Możesz tylko jak bydło przesuwać się w kolejce, zrobić to co wszyscy, czyli parę fotek i oddać swoje pieniądze w pobliskich knajpach oraz sklepach z balonikami i kretyńskimi pamiątkami.
Rada: polecałbym zjawić się tam tuż przed świtem, w nocy albo podczas solidnej ulewy. Myślę, że wtedy oba „ale” mogą zostać zneutralizowane.

Derry – ?

Podobnie jak Belfast. Według mnie można zobaczyć historyczne miejsca, ciekawe murale, ładny most, dokonać spaceru deptakiem wzdłuż rzeki i zawijać się szybko.

Malin Head i droga R2D2 – 7

Proponowałbym rozpocząć spokojny trekking w kierunku Malin Head (najbardziej wysuniętego na północ punktu Irlandii) od znaku drogi R2D2, zmienionej z R 242, w nawiązaniu do scen Gwiezdnych Wojen a konkretnie części The Last Jedi, kręconych na końcu tej drogi, na Malin Head. Dalej z Malin Head w dół do znaku 80 EIRE (EIRE określa Irlandię), informującego pilotów podczas WWII, iż znajdują się nad terenem Irlandii, która była podczas tego konfliktu neutralna. Następnie polecam spacer na zachód do końca klifów i dowolny powrót. Wycieczkę można nieco skrócić rozpoczynając klasycznie na parkingu pod Malin Head.

Glenveagh Castle i National Park – 8

Polecam trekking od parkingu do zamku (gościł takie sławy jak Marylin Monroe, John Wayne, Charlie Chaplin), a potem wzdłuż jeziora i strumienia do drogi R254. Klasyczny szkocko-irlandzki klimacik. Stamtąd jak sądzę da się przejść przez góry oraz bagna do Poisoned Glen i Dunlewey Church. Niestety zaczynałem tę akcję ok 15, pogoda zeźliła się koszmarnie i nie było żadnej nadziei na poprawę. Szacując czas przejścia w tym trudnym terenie na ok. 5-7h, uznałem, że wycieczka nie jest warta przemoczenia absolutnie wszystkiego i błąkania się po bagnach po zmroku, więc zawróciłem.

Slieve League Cliffs – 9

Polecam start trekkingu z wioski Teelin (Taileann) do czerwonego szlaku (Pilgrim Path) i nim na Slieve League SE Top, po czym koniecznie na północny-zachód na Slieve League. Następnie kawałek z powrotem i od Slieve League SE Top granią w dół aż do Sliabh Liag Viewing Platform. Stamtąd powrót asfaltem do Teelin. Podczas całej tej wędrówki jest tylko jeden niebezpieczny moment – wąska ścieżka na grani z dużą ekspozycja z obu stron, klasycznie do zabicia się, jeśli zawieje. Znajduje się on między Slieve League SE a Sliabh Liag Viewing Platform. Na szczęście, nawet jeśli dopiero w ostatniej chwili zorientujesz się, że poszedłeś tą najniebezpieczniejszą ścieżką, wystarczy przed wymagającym fragmentem cofnąć się kilkanaście kroków i wybrać całkowicie bezpieczną, minimalnie techniczną alternatywę poniżej.

Dún Briste i wycieczka do ukrytej groty – 10

Bardzo fajna skała, szczególnie widziana z ukrytej groty, po emocjonującej akcji zejścia po skałach i podążania po śliskich pokrytych glonami kamieniach wzdłuż klifu unikając uderzających fal. Załączam mapkę, która pokazuje, jak się tam dostać. Przedsięwzięcie nie wymaga żadnych umiejętności wspinaczkowych, ale mimo wszystko może być skrajnie niebezpieczna. Szczególnie ważne, aby dokonywać jej tylko w przedziale ok -+ 1,5h od momentu najniższego poziomu pływów, przy w miarę spokojnym oceanie, gdyż później poziom wody może być zbyt wysoki, żeby spokojnie wrócić. Zalanie przez fale i spanikowanie, odcięcie drogi powrotu czy poślizgnięcie, może się łatwo zdarzyć, także działajcie z głową i najlepiej nie samemu.

Croagh Patrick – 8

Przy pięknej pogodzie widoki wyborne. [Link]

Pine Island – 7

Klimatyczna wysepka. Zamierzałem połączyć oglądanie jej z trekkingiem w pobliskich, widocznych w tle „Twelve Bens” czyli w części Parku Narodowego Connemara znanej z 12 ostrych szczytów (ben – zanglicyzowana forma irlandzkiego binn czyli szczyt). Niestety szalona pogoda pokrzyżowała moje plany po raz kolejny.

Diamond Hill – 8

Jak na szczyt mający 442 m n.p.m. całkiem zacne widoczki. Trekkingu dokonałem chorym rzutem na taśmę między grupami chmur i ulew.

The Calendar Sundial – 4

Słoneczny zegar i kalendarz w jednym, fajna ciekawostka, ale warto tylko przejazdem.

Poulnabrone Dolmen – 7

Kozacki neolityczny dolmen z ok. 3500 r. p.n.e. Niedaleko znajduje się jeszcze bardzo fajna góra przypominająca ślimaka – Mullaghmore. Niestety nie złożyło się jakoś, żeby tam podjechać.

Cliffs of Moher – 10

Absolutnie zjawiskowe, lecz jedynie, gdy realizuje się trekking od krawędzi miasteczka Doolin wzdłuż klifów, aż do Cliffs Of Moher south viewpoint, albo nawet do Moher Fort Site Telegraph Station. Choć z tej ostatniej strony klify robiły na mnie mniejsze wrażenie. Należy oczywiście mieć w poważaniu wszystkie ogrodzenia i znaki zakazujące podchodzenia do krawędzi (zwykle warto trzymać się mimo wszystko parę kroków od krawędzi, nie jednak 50 jak sugerują znaki dla upośledzonych). Trasa oferuje cały kalejdoskop widoków na coraz wyższe klify, zatoczki, jaskinie, wodospady, kotłującą się wodę, zderzające się ze sobą lub ze skałami potężne fale, a w jednym miejscu wzbijające się nawet czasem ponad najwyższy punkt klifu. Większość z tych rzeczy można ujrzeć właśnie na odcinku od Doolin do północnej części „oficjalnych klifów Moheru”.

Adare Franciscan Friary – 7

Najbardziej klimatyczne, dość niepozorne z zewnątrz ruiny klasztoru jakie odwiedziłem. Co prawda znajdują się dziś na polu golfowym, ale jak zwykle nikogo o nic nie pytałem, wszedłem na cały teren jak do siebie i zwiedzałem na luzie.

Dunmore Head i trekking na górę Sliabh an Iolair – 8

Polecam trekking z Fionn Tra na Sliabh an Iolair, zejście do Dún Chaoin i dalej wybrzeżem do Dunmore Head. Dunmore Head jest dość specyficzne dzięki skośnym cienkim płaszczyznom ostro zakończonych skał. Na nim (dokładnie w „zdjęcie nr 2”) nakręcono kolejne sceny ze Star Wars: The Last Jedi, a konkretnie te, w którym Luke Skywalker doi morską krowę 😀

Carrantuohill – 10

Najwyższa góra Irlandii 1039 m n.p.m. w najbardziej malowniczym regionie górskim Irlandii (z tych które widziałem). Mimo niepowalających wysokości, styl najwyższych gór w tym regionie przypominał mi średnie Pireneje, a szczególnie grań Zazpigain i jej podobne. Wejścia na Carrantuohill najczęściej dokonujemy przez dość stromą Devil’s Ladder, albo na spokojnie Zig-Zagiem przez Cnoc na Tainne. Jeśli chcemy zejść na stronę zachodnią lub północną, szlak przez szczyt Caher jest mega widokowy i chilloutowy, natomiast podobno wybierając drogę przez The Bones trzeba liczyć się ze srogą ekspozycją.

Kerry Cliffs – 10

Według mnie, najbardziej spektakularne klify Irlandii, lepsze nawet od Klifów Moheru, jeśli brać pod uwagę zróżnicowane kształty samych skalnych klifów. Z zastrzeżeniem, iż należy jak zwykle przejść całą długość klifów, odbijając od drogi R566 i przez pola ścieżynką startującą pod napisem Reencaheragh na mapach Google od lokalnej drogi do wybrzeża. Niestety, tym razem trasę polecam jedynie zdeterminowanym wojownikom, gdyż parę razy trzeba przeskakiwać płot, a na końcu wał, z płotem i fosą.

Chciałbym wyraźnie zaznaczyć, że kogoś tam naprawdę srogo popierdoliło i jeśli jest takim zwolennikiem ogrodzeń, powinien wpakować się do pierwszego lepszego więzienia, gdzie mógłby delektować się widokiem zasieków podczas każdego spacerku. Dajcie ludziom możliwość podziwiania natury z szacunkiem, ale w nieskrępowany sposób. Ona nie należy do Was. Większość i tak nie wybierze wymagających opcji, gdyż są zbyt leniwi.

Mizen Head i Dunlough Fort – 7

Uwaga na godziny otwarcia i małą opłatę. Nie da się na krzywy ryj zwiedzić, gdyż po prostu zamykają bramę na wielkim moście i koniec. Przy okazji wizyty na Mizen Head (prawie najbardziej na południe wysunięty punkt Irlandii – faktyczny punkt jest na tym samym półwyspie kawałek obok) warto odwiedzić pobliskie ruiny.

Gurranes Stone Row i Drombeg Stone Circle – 3 i 5

Gurranes Stone Row i Drombeg Stone Circle

„Deck of Cards” Houses i Titanic Pier w Cobh – 7

Domki w Cobh zwane „Deck of cards” oraz pomost w Cobh, z którego odpływały łodzie na Titanica podczas jego ostatniego przystanku przed tragedią.

Ballysaggartmore Towers and Lodge – 7

Ballysaggartmore Towers and Lodge – świadectwo upadku pewnego właściciela ziemskiego. Rzekomo, żona zazdrosna o zamek szwagra wymogła budowę jeszcze większej rezydencji, na którą roztrwonili majątek, a mimo tego nigdy nie została ukończona (zbudowali tylko te „rogatki”). Przy okazji traktował swoich dzierżawców brutalnie i okrutnie, doprowadzając wielu z nich do śmierci z głodu lub do wysiedlenia, przejmując lub podpalając ich domy.

Ice House – 4

Niepozorny Ice House – czyli budowla, w której przechowywano bloki lodu i śniegu od jednej zimy, aż do następnej jesieni/zimy, aby móc sobie robić drineczki lub ułatwić przechowywanie żywności. Pierwsze budowano ok. XVIII wieków p.n.e. w Mezopotamii. W Irlandii modne stały się wśród możnych w XVIII i XIX wieku n.e..

Dromana Gate – 8

Dromana Gate – a taka sobie brama donikąd w środku niczego, zbudowana jako celebracja ślubu pewnej pary, oryginalnie stworzona z drewna i masy papierowej. Jedyny przykład „Hindu Gotyku” w Irlandii. Inspirację stanowił Royal Pavilion w Brighton.

Rock of Cashel – 7

Kells Priory i Jerpoint Abbey – 2 i ? (odpowiednio ziew i płatne)

Brak zdjęć ruin. Za to, jeśli będziesz w okolicy, polecam klimatyczną knajpkę The Kings Mill Restaurant w sielskim otoczeniu. Za czasów mojej wyprawy część ekipy stanowili świetni Polacy.

Cantwell Fada effigy – 6

Niewielkie, ale klimatyczne ruinki, z eksplorowalną wąską wieżą, cmentarzem, rzeźbą krzyżowca, w pobliżu pól rzepaku (chyba).

Glendalough – 7

Polecam trekking dookoła Doliny Glendalough i nocleg w okolicach najwyższego punktu szlaku. Kościół św. Kevina – ziew. Poza tym zbyt dużo turystów. Jedyną ciekawostkę można zauważyć na cmentarzu, a mianowicie niesamowitą różnorodność form i kształtów wypełniających środek krzyży nagrobnych.

Ciekawostki z Dublina – ?

M. in. legendarny, odrestaurowany neon „Why go bald” w Dublinie. Jest to dynamiczny neon, który najpierw wyświetla fryz, potem symbol łysiny i znowu fryz po zabiegu. W nocy ofc dużo ciekawszy, lecz nie mogłem czekać.

Pico de Arieiro – 10

Plan zakładał oczywiście przejście z Pico de Arieiro do Pico de Ruivo, niestety większa część szlaku była wciąż zamknięta z powodu pożarów sprzed kilkunastu miesięcy. Dozwolone było jedynie przejście 1,5 km i z powrotem. Na szczęście widoki nawet z tak krótkiego fragmentu nie zwiodły. Jeśli planujesz ten szlak sprawdź koniecznie sytuację. Dziś w maju 2026 szlak jest otwarty jedynie w weekend, a niektóre fragmenty tylko jako jednokierunkowe. Słowem mnóstwo skomplikowanych niedogodności.

Levada do Caldeirão Verde – 9

Świetna, ale z małymi zastrzeżeniami. Najlepiej ruszyć z Queimadas i jeśli nie posiadacie samochodu, zejść do Ilha, aby nie wracać tą samą trasą. Polecam zacząć późno po południu, aby uniknąć szalonych tłumów. Dodatkowo najlepiej w dzień lekko deszczowy, aby klimat był mroczniejszy. Nie jest również dobrym pomysłem targanie wielkiego plecaka będąc dość wysokim. Powoduje to konieczność poruszania się najdłuższym tunelem „w kucki”, wciąż miejscami szorując plecakiem o sufit, nie mogąc uklęknąć z powodu stojącej wody na podłożu.

Seixal – 9

Miasteczko perełka. Super plaża z jaskinią i miniaturowym wodospadem.

Porto Moniz – 9

Fantastycznie klimatyczne, darmowe naturalne baseny (fotka nr 4) lub płatne (fotka nr 3). Koniecznie trzeba podpłynąć do zachodniej ściany naturalnych basenów, na której od zewnętrznej strony chillują sobie kraby.

Fanal Forest – 10

Fanal Forest – po mojemu las Drzewców. Polecam zacząć zwiedzanie w nocy przy gwiazdach i mgle – fotki z tego nie wychodzą bez dobrego aparatu, ale przeżycia pozostają.

Vereda do Larano – 7

Przyjemny trekking. Można kontynuować go do Boca do Risco i zejść do Canical. Natomiast wyczytałem, że gdzieś na tym odcinku znajduje się jedno niebezpieczne miejsce z dość wysoką ekspozycją i odpuściłem, szczególnie że właśnie odpaliła mi się jakaś żołądkowa kilkudniowa historia. Do zweryfikowania jeśli by się ktoś wybierał. [Link do startu].

Trekking po Ponta de São Lourenço – 10

Absolutnie szalone ilości turystów, powodujące zatory w wąskich gardłach szlaku. Nie mam pojęcia czy rano lub wieczorem wygląda równie pięknie, ale chyba warto spróbować. Totalny brak wody, poza możliwością kupna w knajpie na końcu za miliony monet. [Link do startu].

Lotnisko częściowo na palach, widok spod pasa startowego – 6

Bonusowe foty

Dzięki za dotarcie aż tutaj. W nagrodę, żart poniżej. Do następnej wyprawy!

Kubańczyk, Szkot, Irlandczyk i Polak jadą pociągiem. W pewnym momencie Kubańczyk wyjmuje cygaro. Najlepsze, prosto z Kuby, warte kupę szmalu. Podpala je, bierze jednego macha i wyrzuca przez okno.
– Co robisz? – dziwą się pozostali.
– Jestem Kubańczykiem, w moim kraju jest mnóstwo takich cygar, mogę sobie pozwolić na to.
Mija trochę czasu.
Szkot wyjmuje butelkę pięćdziesięcioletniej szkockiej Whisky, cudowny kolor i aromat, oczywiście cena również odpowiednia.
Nalewa sobie pół szklaneczki i również wyrzuca resztę przez okno.
Wszyscy oczywiście zdziwieni, Szkot odpowiada:
– W moim kraju takiej whisky pod dostatkiem, gdzie się człowiek nie odwróci tam mnóstwo takich butelek.
Ponownie mija trochę czasu.
Wstaje Irlandczyk i wyrzuca Polaka przez okno.

Aloha!
Longer

Dodaj komentarz